Jak odnieść sukces inwestując w aktywa materialne, z dala od tłumów, mediów i zgiełku.
2N
nuggets of financial self-defence
antyreforma rolna PiS

Czyści bez przerywania snu! Z publiką najwyraźniej śpiącą ta przedwojenna reklama środka farmakologicznego świetnie pasuje do tego co PiS wyczynia z ziemią rolną w Polsce. Trwają właśnie przygotowania do masowej akcji jej czyszczenia z elementów ideologicznie niepożądanych: z inwestorów, drobnych właścicieli ziemskich, spragnionych ciszy i przyrody mieszczuchów zainteresowanych w siedlisku i paru hektarach na wsi oraz z poważnych przedsiębiorców rolnych.

Na powierzchni cel ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego jest zbożny. Ma nim być nie dopuszczenie do przejęcia polskiej ziemi uprawnej przez wraże ręce niemieckie po 1 maja 2016, kiedy to mija kilkunastoletni okres ochronny. Dozowana w coraz większych dawkach przez te lata psychoza Niemców rzekomo czyhających tylko na ziemię polską okazała się wierutną bujdą. Jeśli jakiś zabłąkany Niemiec chciał sobie z sentymentu nabyć kawałek ojcowizny to zrobił to z powodzeniem jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, czy to na „słupa” czy oficjalnie. Znakomita większość poczytalnych Niemców nie ma i nigdy nie miała ani żadnego zainteresowania w ziemi polskiej ani specjalnego do niej sentymentu. Jeśli mieszkaniec Berlina kiedykolwiek kontemplował kupno działki to dużo prędzej w Toskanii czy na Costa Brava niż za Odrą. A jeśli by nawet kontemplował działkę rolną to znalazłby ją w byłym NRD-owie taniej niż po polskiej stronie Odry.

Skoro więc czas nadszedł a wróg Niemiec na placu boju się nie stawił, to trzeba go zastąpić innym. Tym razem padło na Polaków. Ci od ćwierć wieku mogli bez przeszkód w swoim własnym kraju nabyć kawałek roli, i to ich przede wszystkim PiS chce teraz tego prawa pozbawić, faworyzując własną sitwę. Pod pretekstem ochrony ziemi PiS chce w ogóle  zlikwidować wolny nią obrót. Ziemia zastrzeżona ma być tylko dla uprzywilejowanej kasty związanej z reżimem i chronionej zasiekami prawa pierwokupu. Prawo pierwokupu przysługiwać ma przede wszystkim dotychczasowemu dzierżawcy, a jeśli takiego nie ma to chłopu którego pole sąsiaduje ze zbywaną ziemią. Jak by i tego było mało to następnie prawo pierwokupu przypaść ma Agencji Nieruchomości Rolnych, jednej z najbardziej skorumpowanych agentur państwa. Jej władza rozciągać by się miała na każdy kawałek roli większy od 1 ha.

Negatywnego wpływu jaki odejście od wolnego rynku może mieć na ceny nieruchomości rolnych wyjaśniać nie trzeba. Jest to jedynie w interesie PiS-u i budowanego przezeń właśnie lokalnego zaplecza. Ze stalinowskim zacięciem próbuje się więc odgonić od ziemi nie tylko inwestorów, drobnych „obszarników” i innych nie-rolników ale także wrażych "kułaków" za to że mają zbyt dużo. Do grona tych ostatnich awansowali wszyscy poważni użytkownicy większego areału. Każdy farmer, plantator czy spółka uprawiająca ponad 300 ha ma więc przechlapane tak samo jak inwestor.

Na „rolnika” uprawnionego do kupna ziemi PiS chce namaścić tylko chłopa mieszkającego od lat w gminie gdzie grunt się znajduje i uprawiającego, albo i nie, parę hektarów za stodołą. W rezultacie szeroko zakrojonej krucjaty, obejmującej także restrykcje w dziedziczeniu majątku ziemskiego, polska własność ziemska przejść ma praktycznie w ręce kasty lojalnych gauleiterów partii od której przywileje te otrzymali. W warunkach zlikwidowanego wolnego rynku ziemi jej ceny spadną a utrzymane, a jakże, dopłaty unijne sprawią że posiadanie gruntu stanie się wyjątkowo atrakcyjną  popozycją  – ale tylko dla lokalnych klik. Nic dziwnego że ostrze kampanii PiS-u kieruje się przeciwko „słupom” i „kułakom”, niepotrzebnie zawyżającym ceny gruntu i konkurującym w dodatku o dopłaty unijne. Słupy i kułacy - raus.

I pomyśleć że nikt z tzw. przedstawicieli narodu, w tym z tak zwanej opozycji, nie pomyślał  nawet o prostym rozbrojeniu tego kroczącego PiS-owego zamachu stanu na wsi, w autentycznym interesie niemej większości. Wystarczyłoby włożyć w nową ustawę ten prosty paragraf:

Transakcje ziemią rolną w arearze do 20 ha pomiędzy osobami fizycznymi legitymującymi się obywatelstwem polskim wyłącza się spod jakichkolwiek ograniczeń.

Dajcie się Polakom rządzić a wykończą się sami – miał zauważyć zgryźliwie żelazny kanclerz Otto von Bismarck. Wygląda na to że w sto parędziesiąt lat później, i w ponad ćwierć wieku po sławetnej „transformacji systemowej”, Polacy pod wodzą PiS-u zaczęli właśnie to robić.

* * *

 

Dalsza część dostępna  tylko dla abonentów
TwoNuggets Newsletter

Kraje cierpią... ale niektóre cierpią bardziej niż inne. Część cierpień kraju wiąże się z tzw. czynnikami obiektywnymi, jak potop, susza czy szarańcza. Większość jednak zależy w prostej linii od jakości klasy politycznej którą sobie wybrał i od stopnia ekonomicznej iluzji którą ma ona realizować.

Miarą cierpień krajowych jest tzw. misery index, który w najprostszej swojej wersji jest po prostu sumą stopy bezrobocia oraz inflacji. Wg najnowszych wyliczeń Bloomberga najwięcej ucierpi w 2016 przeżywająca istne ekonomiczne męki od dłuższego czasu Wenezuela  z indeksem MI rzędu 159.7. To prawie 4x więcej niż druga na liście cierpień Argentyna (39.9), przed RPA (32.0) i Grecją (27). Pierwszą piątkę zamyka cierpiący banderastan ukraiński z MI około 26.3. Nie wiadomo czy altruizm prezesa Belki który hojną ręką podarował niewypłacalnemu bantustanowi €1 mrd coś mu ulży w tych cierpieniach. Bo na pewno nie ulży właścicielowi wrzuconych w kratkę ściekową pieniędzy.

Jak widać, można leżeć na ropie, na złocie czy na najżyźniejszym w świecie czarnoziemie, a mimo to cierpieć. Można też nie mieć żadnych, czy prawie żadnych bogactw naturalnych a mimo to nie cierpieć, a nawet wręcz przeciwnie. Zaświadczają o tym Szwajcaria (3.2) czy Singapur (2.6), od lat zamykające tabelkę cierpień ekonomicznych.

Mokry był coś  ten rok 2015...

Gdzie by nie spojrzeć wszystko pod wodą. Umoczeni inwestorzy, tonące giełdy, „tankujące” indeksy. W surowcach naliczyliśmy raptem tylko trzy pozycje kończące rok po suchej stronie: cukier biały (+6%), kakao oraz bawełna. WIG20 zakończył go na głębokości dobrze już peryskopowej, -19%.

Królową  głębokości spadków została ropa która mimo wcześniejszej jatki w innych surowcach długo trzymała się wcale dobrze, w okolicach $100/bb. Kiedy jednak przerwała formację klina poziomego w dół surowiec tonął błyskawicznie, przy wysokim i rosnącym wolumenie. Kombinacja ta nie rokuje najlepiej na przyszłość. Nie tak dawno ropa spadła nawet poniżej $30/bb, poziomu najniższego od lat. Czyżbyśmy zamiast Peak Oil byli w drodze do jakiegoś Trough Oil? Gdy blokowana od lat sankcjami produkcja irańska uderzy dodatkowo w nasycone ropą rynki nowe nowe minima wykluczone nie są.

PLN pierwszą ofiarą

15 stycznia agencja ratingowa Standard and Poor's (S&P) obniżyła rating kredytowy polskiego długu z A-, z perspektywą „pozytywną” na BBB+, z perspektywą „negatywną”. Innymi słowy, z „jest dobrze, będzie lepiej” na „jest średnio, będzie gorzej”.

Standard and Poor's (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor's (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy się czegoś z tego nauczył.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi oglądając się w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingi skorumpowanych agencji, czy może nawet na jakiekolwiek w ogóle rankingi obcych. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę.

Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor's (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Otóż wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jedną wielką sitwę o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną  „opiekę” miejscowemu gangowi. Za to mafia prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – dokąd rząd może w każdej chwili przyjść i podjąć potrzebną gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

Podobnie jak judo, samoobrona finansowa jest i o ataku i o obronie jednocześnie. Trudno jest oddzielić je od siebie. W realiach inwestycyjnych oznacza to nie tylko techniki powiększania portfela inwestycyjnego ale również, a może przede wszystkim, techniki nie tracenia dotychczas zdobytego majątku. Najlepsza technika „pomnażania majątku” będzie zajęciem głupiego Jasia jeżeli Jasio wsadzi potem swój z trudem zdobyty majątek do dziurawego worka i pójdzie z nim przez wieś.

Względnie, o ile Jasio jest Costasem a wieś jest grecka, to zamiast gubić majątek po drodze Costas może od razu zameldować u sołtysa co ma i gdzie co trzyma. Efekt netto będzie ten sam. Wcześniej czy później majątek zmieni właściciela. Fool and his money are soon parted --- mawiają spostrzegawczy w sprawach finansowych Amerykanie.

Drogi czytelnik podsuwa właśnie aktualny link informujący że Costas, i inni w Grecji, od 2016 o posiadanym majątku w szczegółach będą musieli informować już nie tylko sołtysa ale od razu jego szefa - zbankrutowane państwo greckie. Melduję że zwitek banknotów euro, w niebieskim plastiku, w sumie €30K, trzymam: w szafie/w materacu/na strychu/pod podłogą (niepotrzebne skreślić)... Melduję że krugerranda na czarną godzinę, rocznik 1979, zakopałem x metrów na płn/płd/wsch/zach (niepotrzebne skreślić) od drzewka oliwkowego za komórką, na głębokości y metra... W tym mniej więcej stylu...

Mimo autentycznej greki,  z zamieszczonych w artykule formularzach greckich zeznań podatkowych  intencje ich autorów emanują jasno. Zresztą jakich tam znowu zeznań „podatkowych”. Nie ma oczywiście żadnych zeznań podatkowych, są jedynie zeznania. Przecież państwo greckie nie zabrania swoim obywatelom gromadzenia banknotów czy złota w celach hobbystycznych a ich posiadanie nie podlega podatkowi. No więc po co państwu greckiemu informacja co kto posiada?

W okresie krzewienia socjalistycznej władzy ludowej w Polsce na UB też nie składało się zeznań „podatkowych”, jedynie zeznania. Ale oczywiście Polska to nie Grecja i między powojennym socjalizmem polskim a socjalizmem greckim są pewne różnice. Socjalizm grecki na przykład nie zrywa jeszcze paznokci. W powojennym socjalizmie polskim za posiadanie dolarów lub złota groziła ponadto kara śmierci. W socjalizmie greckim natomiast za posiadanie niezadeklarowanej gotówki euro lub złota, nawet w niezadeklarowanym materacu, nie grozi jeszcze nic. Pytanie tylko jak długo. Timeo Danaos et dona ferentes [strzeż się Greków gdy przynoszą prezenty] – zauważył bezbłędnie jeszcze Vergiliusz. A co dopiero jeśli węszą za prezentami...
 

 

Dalsza część dostępna  tylko dla abonentów
TwoNuggets Newsletter

Logowanie

Metale szlachetne

Złoto spot, $/oz
[Most Recent Quotes from www.kitco.com] Srebro spot, $/oz
[Most Recent Quotes from www.kitco.com] Platyna spot, $/oz
[Most Recent Quotes from www.kitco.com] Pallad spot, $/oz
[Most Recent Quotes from www.kitco.com] Indeks akcji złota HUI
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Abonament 2N

Aby nabyć / przedłużyć kliknij tu:

Subskrypcja NEWSLETTER-a plus dostęp do sekcji prywatnej witryny.  (abonenci: login wymagany po zniżkę) 

plus: BONUS1  


złoto ze zniżką!

plus: BONUS2


gratis z abonamentem!

plus: BONUS3


gratis z abonamentem!