Pisząc najnowszy newsletter tak naszła nas jakoś potrzeba zilustrowania jak kurs franka zmieniał się w PLN, od poczęcia "nowego" złotego. Komentarz czy to źle czy dobrze i co z tego wynika zostawiamy dla abonentów 2NN, tu tylko produkujemy obrazek. Warto zwrócić uwagę na ułomność natury ludzkiej która ból inflacji rozłożony na lata całkuje i uśrednia do punktu "znośnego" - byle by było to odpowiednio długo. Coś jak żaba którą można ugotować żywcem jak tylko temperaturę wody w której siedzi podwyższać wolno i miarowo... ;-)
Tak debazowaniem pieniądza gotowane są całe społeczeństwa. Ludzie pracują, starają się nadwyżkę odłożyć na bok, jako rezerwę na cieżkie czasy. Zawsze tak było. Ale teraz przyjść może jeden ataman z drugim i zacząć nagle miliardami ratować Włochy, na przykład, i pyk! Zaraz, zaraz, jaki pyk? Przecież nie z mojej portmonetki i nie z twojej portmonetki. Wzięli przecież na to dług, czyli nowy pieniądz. Ale dług trzeba spłacać, a spłaca się go podatkami. A jak podatków nie starcza, co jest normą, to trzeba ukraść to z tego co ludzie sobie odłożyli. A więc drukujemy sobie trochę więcej pieniądza ale wszystko z nim jest ma się rozumieć skrupulatnie "rewaloryzowane". Za wyjątkiem prostych oszczędności prostych ludzi dla których nawet umiarkowana inflacja w sytuacji zerowych stóp procentowych jest masakrą. Aby się nie dać i przynajmniej stać w miejscu ciułacze muszą dać się przerobić na "inwestorów" i wchodzić na coraz cieńsze, coraz bardziej ryzykowne gałązki....

Tak debazowaniem pieniądza gotowane są całe społeczeństwa. Ludzie pracują, starają się nadwyżkę odłożyć na bok, jako rezerwę na cieżkie czasy. Zawsze tak było. Ale teraz przyjść może jeden ataman z drugim i zacząć nagle miliardami ratować Włochy, na przykład, i pyk! Zaraz, zaraz, jaki pyk? Przecież nie z mojej portmonetki i nie z twojej portmonetki. Wzięli przecież na to dług, czyli nowy pieniądz. Ale dług trzeba spłacać, a spłaca się go podatkami. A jak podatków nie starcza, co jest normą, to trzeba ukraść to z tego co ludzie sobie odłożyli. A więc drukujemy sobie trochę więcej pieniądza ale wszystko z nim jest ma się rozumieć skrupulatnie "rewaloryzowane". Za wyjątkiem prostych oszczędności prostych ludzi dla których nawet umiarkowana inflacja w sytuacji zerowych stóp procentowych jest masakrą. Aby się nie dać i przynajmniej stać w miejscu ciułacze muszą dać się przerobić na "inwestorów" i wchodzić na coraz cieńsze, coraz bardziej ryzykowne gałązki....
